wtorek, 13 grudnia 2016

W płomiennym uścisku





Rozdział XI

„W płomiennym uścisku”



- W tamtej chwili naprawdę cię chciałem. Nawet jeśli sam nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego. I zdaje mi się, że nadal ciebie chcę. — fala gorąca, wywołana tym wyznaniem, w ułamku sekundy zawładnęła całym moim ciałem. Błyskawicznie obróciłem się i wbiłem wzrok w Filipa, który kontynuował:
         - Możliwe, że zawsze było między nami jakieś dziwne napięcie. Być może nie dopuszczałem tego do siebie albo źle interpretowałem. I nie mam najmniejszego pojęcia, co robić dalej. — urwał i trzęsącymi się palcami zaczął ocierać swoją twarz z potu. Jego policzki płonęły.
         Nie wiedziałem, jak zareagować. Stałem,  jak wbity w ziemię. Najchętniej złapałbym go i zaczął całować aż do utraty tchu, wiedziałem jednak, że tym razem nie byłoby to dobrym rozwiązaniem.
         Nie wiedziałem, co było bardziej gorące: ogień czy twarz Filipa.  Zbliżyłem się ostrożnie i opadłem na kolana za jego plecami, delikatnie kładąc mu dłonie na ramionach. Poczułem, jak ciało Filipa zadrżało i zesztywniało pod moimi palcami.
- Ciiii… — szepnąłem mu cichutko prosto do ucha, po czym bardzo powoli i     łagodnie dotknąłem wargami cienkiej, wrażliwej skóry jego szyi. Filip głośno wciągnął powietrze, powieki zadygotały mu lekko.
         - Nie zmuszam cię do niczego. Nigdy już cię do niczego nie zmuszę.
         - Mateusz?
         - Hmm?
          - Cieszę się, że do mnie przyjechałeś, że jesteś, że zostajesz -  zwlekałem przez chwilę, po czym ostrożnie oparłem się plecami o jego pierś. Jego ramiona same, bez użycia woli, zamknęły się wokół mojego ciała. 
        
Szare światło poranka wpadające do pokoju przez okno było jeszcze blade, ale wystarczające, bym mógł rozpoznać, że nie obudziłem się sam. Powoli dotarło do mnie, że to nie kobieta dzieli ze mną łóżko, a gdy sekundę później przypomniałem sobie, kto zaoferował mi wczorajszego wieczoru nocleg w swojej sypialni, oprzytomniałem w jednej chwili.
           W pierwszym momencie zapragnąłem odruchowo odsunąć się od tego rozgrzanego, miękkiego ciała na jak największą odległość, coś jednak powstrzymywało moje mięśnie od słuchania nakazów płynących z mózgu. Może dlatego, że spokojny oddech, który słyszałem, podpowiadał mi, że Filip nadal jest pogrążony w głębokim, spokojnym śnie. Czy raczej dlatego, że tak bliski kontakt naszych ciał był wprawdzie czymś niezwyczajnym, ale całkiem przyjemnym. Nie umiałem powiedzieć, co kazało mi zostać w miejscu.
             Mój oddech przyspieszył. Musiałem spróbować, bo kolejna dobra okazja mogła się długo nie nadarzyć.
             Z wahaniem ponownie zanurzyłem twarz w miękkich, jasnych włosach, tym razem z pełną świadomością, że należały do Filipa, i zamknąłem oczy. Przez kilka uderzeń serca wsłuchiwałem się w siebie w napięciu. Nie stało się nic. Żadnej nagłej fali strachu. Byłem w stanie zamknąć oczy będąc blisko niego. Okazało się to nawet nietrudne. Tak, jakby nigdy nie stanowiło to problemu, jakby nic się nie wydarzyło.
             Ośmielony wynikiem doświadczenia, ostrożnie podniosłem głowę z poduszki, podparłem się na łokciach i zacząłem przyglądać się śpiącemu Filipowi. Kilka blond kosmyków zakrywało mu zaróżowione policzki, a pierś unosiła się i opadała w ledwo dostrzegalnym rytmie. Wyglądał w tak cudowny sposób niewinnie i spokojnie, że uśmiechnąłem się mimo woli.
Serce ciągle biło mi zbyt szybko. Nie spuszczając wzroku z profilu Filipa, złożyłem delikatny, nieśmiały pocałunek na pulsującej tętnicy, rysującej się ciemną linią pod bladą skórą szyi. Fifi  nie obudził się, jedynie jego powieki drgnęły krótko.
          To było tak niewiarygodnie proste, dotykać go, gdy spał.  Niespiesznie uniosłem rękę i powiodłem palcem po łagodnym łuku jego ucha, połaskotałem kark, pogłaskałem jasne włosy, które teraz sterczały na wszystkie strony tak samo jak moje własne. Filip westchnął cicho przez  sen, a dźwięk ten odezwał się w mnie przeszywającym echem, wzbudzając nerwowe dygotanie w brzuchu.           Ostrożnie opadłem na poduszkę i, nie mogąc powstrzymać odruchu, otoczyłem prawym ramieniem ciepły bark , po czym przytuliłem go do siebie. Tęsknota i pragnienie obezwładniły mnie, wypełniając oszałamiającym, niepowstrzymanym żarem. Dlaczego akurat ten mężczyzna wzbudzał we mnie takie reakcje
             Filip zmienił wszystko, mieszając mi w głowie bardziej, niż sam chciałem to przyznać. Stwierdziwszy nagle, że zaledwie parę milimetrów dzieli moją erekcję od pośladków Filipa, odsunąłem się z zażenowaniem na skraj łóżka i wstałem po cichu, ignorując jego niezadowolony pomruk. Bosy, w samej piżamie, przeszedłem do łazienki i zamknąłem za sobą drzwi.
             Panowało tu przyjemne ciepło. Z lustra ponad umywalką spoglądał na mnie  nieco zaspany, rozczochrany, osiemnastoletni mężczyzna o błyszczących, zielonych oczach. Po dokonaniu oględzin stwierdziłem, że nie wyglądam już tak źle jak jeszcze kilka dni wcześniej. Zniknęły nawet ciemne cienie pod oczami.
             Bawiąc się zaciskaniem i rozluźnianiem palców nagich stóp wokół miękkich włókienek kąpielowego dywanika, rutynowym ruchem sięgnąłem po szczoteczkę i pastę do zębów i zabrałem się za szorowanie. Wschodzące słońce zalało niewielką przestrzeń łazienki ciepłym, pomarańczowym światłem.
           Drzwi otworzyły się bezszelestnie, tak że nie usłyszałem niczego. Jedynie ruch w lustrze sprawił, że drgnąłem ze strachu.
          Filip wsunął się do łazienki i spojrzał na moje lustrzane odbicie. Było w tym coś niecodziennego. Zamrugał i potarł oczy. W jego zazwyczaj starannie ułożonych włosach panował nieład. Miał na sobie srebrzyście szary szlafrok, wyglądający na bardzo drogi, perfekcyjnie podkreślający kolor jego oczu.  Pospiesznie wypłukałem usta i odwróciłem się.
- Myślałem, że jeszcze śpisz — wymamrotałem.
Kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu.
- Nagle zrobiło mi się jakoś zimno w plecy — wymruczał równie cicho. Tęskne szarpnięcie w żołądku wróciło natychmiast, sparowane z nieodpartą potrzebą podejścia do Filipa i wpicia się ustami w jego wargi. Nie poruszyłem się jednak ani o milimetr, bo moje stopy zdawały się być wrośnięte w dywanik.
- Masz coś przeciwko temu, żebym się wykąpał? — zapytał  Filip, wskazując krótkim skinieniem głowy kabinę z prysznicem. Oczy lśniły mu dziwnym blaskiem.
             Moje Wnętrzności splotły się ze sobą jak warkocz. Dlaczego temu facetowi za każdym razem udawało się wytrącić mnie z równowagi jednym jedynym zdaniem?
- Masz coś przeciwko temu, aby poczekać z tym jeszcze chwilę, aż się umyję? — odparłem uszczypliwie, próbując zmusić się do swobody, co jednak zawiodło na całej linii.
- Tak, mam coś przeciwko temu — odpowiedział  przyciszonym głosem i uśmiechnął się łobuzersko.  - Nie bój się, nie zobaczysz niczego, czego byś już wcześniej nie widział. - Sięgnął ponad moim ramieniem po własną szczoteczkę i zwrócił się w stronę prysznica.
 Chciałem wyrazić sprzeciw, ale głos nie mógł wydobyć się z mojego wyschniętego nagle gardła. Szybko pochyliłem się nad umywalką, niestety w lustrze nadal widziałem Filipa, odkręcającego właśnie kurek i sprawdzającego dłonią temperaturę wody. Prysznic i umywalkę dzieliła zaledwie metrowa odległość. Wystarczyło, żebym wyciągnął rękę, a mógłbym dotknąć Filipa.
Dobiegający do moich uszu cichy szelest jedwabiu zdradził, że Filip zsunął szlafrok z ramion, pozwalając tkaninie opaść na podłogę. Nie chciałem patrzeć, ale instynktowna ciekawość pokrzyżowała mi plany. Zatrzymałem wzrok na jego plecach, po czym powoli przesunąłem oczami w dół.
Oddech mi przyspieszył. Pośladki Filipa były wąskie, jędrne, doskonale wyrzeźbione i odcinały się śnieżną bielą od o ton ciemniejszej skóry powyżej. Poczułem się zawieszony między żalem a ulgą, gdy sekundę później drzwi kabiny zamknęły się, zamieniając sylwetkę stojącej za mną  postaci w rozmazany kontur.
Chciałem sięgnąć po przybory do golenia, ale trzęsące się palce odmówiły współpracy. Na krótko zamknąłem oczy, czując, jak łomoczące serce podchodzi mi do gardła. Przytrzymałem się brzegu umywalki, próbując odpędzić ogarniające mnie uczucie słabości. Gorąca para osiadała na powierzchni lustra, więc stwierdziłem, że w tej chwili i tak nie dam rady się ogolić. Spod prysznica docierały osobliwe odgłosy: Filip najwyraźniej mył sobie zęby i płukał gardło bezpośrednio pod strumieniem wody.
Na moich ustach wpłynął półuśmiech. Potrząsnąłem głową. Co to za pomysł, żeby myć zęby pod prysznicem? Podczas gdy ta kwestia nadal wypełniała mi myśli, ciepła, mokra ręka złapała mnie za ramię tak niespodziewanie, że aż się zachwiałem.  
Żelazny uchwyt zmusił mnie do odwrócenia się. Zamrugałem. Otwarte drzwi kabiny prezentowały mi widok Filipa od frontu. Przełknąłem ślinę, usiłując patrzeć mu wyłącznie w twarz. Oczywiście nic z tego nie wyszło.
          Woda skapywała z włosów Filipa i strumyczkami płynęła w dół jego zgrabnej, gładkiej piersi, przez chwilę zatrzymując się w pępku. Uśmiechał się ironicznie, ale w jego oczach widniało jednocześnie coś niemal lękliwego, coś, czego nie potrafiłem dopasować do Filipa którego znałem.
 Gorące, zachłanne usta przycisnęły się dziko do moich, podejmując decyzję za mnie. Jęk wymknął mi się z gardła, gdy obcy język wtargnął pomiędzy moje rozwierające się wargi, gwałtownie rozładowując napięcie. Na chwilę straciłem grunt pod nogami. Ręka zaciśnięta na moim ramieniu nasiliła uchwyt, pociągając mnie pod prysznic. Nie byłem w stanie się bronić ani nawet zaprotestować.
Ciepły strumień wody wywołał dreszcz całego ciała. Piżama przemoczyła się do suchej nitki w przeciągu paru sekund. Uczucie ciężkiego, mokrego materiału na skórze miało w sobie coś niezwykle zmysłowego.
Silne ramiona owinęły się wokół mnie przyciskając mocno, nie pozwalając na zachwianie na uginających się kolanach.. Nagie ciało przylgnęło do mnie. Wyczuwałem podniecenie Filipa. Chlupot wody wypełniał mi uszy, gorąca para przesłaniała widoczność. Nie wiedziałem, że istnieje punkt, w którym racjonalne myślenie kompletnie traci rację bytu, punkt, w którym strach i okropne wspomnienia w jednym momencie ulecą mi z głowy. Hormony szalały.
Prawie odruchowo przesunąłem rękami w dół mokrych pleców, objąłem pośladki Filipa i przyciągnąłem go bliżej, rejestrując silne mrowienie pod opuszkami palców. Ustami wyczułem, jak jego wargi układają się w uśmiech między jednym a drugim urwanym oddechem. Zręczne dłonie zajęły się guzikami bluzy od piżamy, odpinając je kolejno. Usłyszałem westchnienie niecierpliwości i nie potrafiłem określić, który  z nas je wydał. Jeśli istniało gdzieś jakieś niebo, to właśnie tu, pomiędzy pocałunkami Filipa a jego równie delikatnymi, co zaborczymi palcami.
Czułem język przemierzający moją  szyję, smakujący wrażliwą skórę. Rozpięta góra piżamy została rozsunięta na boki. Łagodne i zarazem silne ręce chwyciły mnie w pasie. Wilgotny język rozstał się z szyją i powędrował na pierś, zlizując z niej krople wody. Odrzuciłem głowę w tył i otworzył usta jak do niemego krzyku.
Ręce i usta Filipa nie pozwoliły mi na dalsze rozważania nad winą lub jej brakiem. Irytująca bluza od piżamy sfrunęła wreszcie na podłogę. Gorąca woda natrafiła bez przeszkód na moją skórę, drażniąc ją do granic wytrzymałości i spłukując wszelkie opory. Czułe palce wśliznęły się od tyłu pod spodnie i sprawiły, że omal nie roztopiłem się w ramionach Filipa.
Wrażenie było obce i zarazem znajome, nie miałem jednak czasu dokładnie go posmakować.  Wydałem zduszony dźwięk, zaciskając powieki i przygryzając dolną wargę tak mocno, że aż mnie to zabolało. Filipa ogarnęło poczucie szalonej władzy, kiedy tylko wsunął swoją rękę do spodni od mojej piżamy i znalazł swój cel, już po chwili zaczął nadawać swym ruchom szybszy, równomierny rytm. Urywane, tłumione odgłosy, wydobywające się z moich ust  przyćmiewały mi zmysły i o mały włos wystarczyły, żebym doszedł prosto w swoją przemoczoną piżamę. Roztrzęsionymi palcami odkleił mokry materiał od moich bioder, resztę pozostawiając sile grawitacji. Sam nie wiem kiedy złapałem i jego przyrodzenie i gwałtownymi ruchami, zaciskając zęby sprawiałem mu ogromną rozkosz. Ciepła kleista wilgoć trysnęła na mój brzuch po czym chwilę później potężny orgazm wstrząsnął mną jak orkan.         Wszechobecny szum wody przestał do mnie docierać. Cierpki, piżmowy zapach mieszał się z aromatem mydła. Moje ciało ogarnęła ołowiana ociężałość, przyprawiająca mnie o drżenie kolan. Cichnący orgazm nadal przenikał mnie słabnącymi falami. Filip musiał odczuwać podobnie, gdyż stał bez ruchu z zamkniętymi oczami, opierając się o moją pierś i gwałtownie łapiąc oddech.
Gdy wróciła mi zdolność logicznego myślenia, pojąłem cały absurd sytuacji. Mokra piżama krępowała mi kostki niczym więzy. Oderwałem się od Filipa, pochyliłem i szybkim ruchem pozbyłem się spodni.
Fifi uśmiechał się lekko. Ja zadrżałem od intensywności jego spojrzenia, patrząc, jak wychyla się do przodu i ostrożnie dotyka ustami moich warg w pocałunku, który nie był już żądaniem, a zaledwie drobnym, zupełnie niepasującym do Filipa wyrazem czułości.
- I co dalej? - zdobyłem się na ochrypły szept. Wszystko między nami uległo zmianie, pozostało tylko dobrze mi znane, nieznośne napięcie.
Filip zaśmiał się krótko i wzruszył ramionami.
-  Nie mam pojęcia - odpowiedział, delikatnie pocierając kciukiem mój policzek. -  Ale to był dopiero początek - szepnął mi prostu do ucha, rzucając jeszcze jedno przepełnione blaskiem spojrzenie, a potem otworzył drzwi kabiny i pozostawił mnie sam na sam z gorącym strumieniem.
Woda łaskotała mnie w skórę głowy. Przymknąłem oczy, zmagając się z drżeniem, które sprowadziły na mnie ostatnie usłyszane słowa. Doskonale wiedziałem, że Filip ma rację, to dopiero początek.



8 komentarzy:

  1. Coś czułem, że pojawił się kolejny rozdział :D Świetnie się to czyta, tylko szkoda, że tak szybko :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdolny z Ciebie chłopak. Sugestywnie rysujesz obrazy w głowie :)Subtelne gdy trzeba, gdy nie trzeba - subtelnie nieco mniej :) W obydwu wypadkach - dobre. Powodzenia, Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu za to, że Ci się podoba ;)
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  3. Bardzo wciągająca opowieść. Bardzo interesująca, prawie tak interesująca jak moje życie.

    OdpowiedzUsuń